Parafia Iskrzynia

Słowo wstępne ks. Józefa Węgrzynka

Słowo wstępne ks. Józefa Węgrzynka

Dzięki ks. dr. Michałowi Pelczarowi i nauczycielowi Józefowi Lorensowi mamy dobrą monografię naszej wioski Iskrzyni jako też naszej dawnej parafii Krościenko Wyżne.

Zbliża się obecnie 25-lecie naszego parafialnego kościoła. Piękna rocznica którą trzeba upamiętnić nie tylko jubileuszowym nabożeństwem lecz także pisemnie.

Przed powstaniem parafii i wybudowaniem obecnego kościoła nasza wioska była religijnie podzielona. Nie mówię rozbita, lecz podzielona. Jako całość należała do parafii Krościenko Wyżne i tam też znajdował się kościół parafialny.Tam chrzczono dzieci i udzielano pozostałych sakramentów świętych, a na cmentarzu grzebano umarłych. Jednakowoż na niedzielne i świą- teczne msze święte Iskrzyniacy wybierali kościoły leżące bliżej ich domów niż kościół parafialny.  I tak: wschodnia strona Iskrzyni ciągnęła do kościoła w Haczowie i Jabłonicy, północna strona podążała do Komborni, a południowa do Targowisk. Zaś tzw. Górka, Środkowa Iskrzynia tzn. domy koło szkoły i ław wzdłuż Wisłoka, duża część mieszkańców mających domy pomiędzy rzekami Wisłokiem i Morwawą oraz Zamorwawa, wybierały kościół parafialny w Krościenku Wyżnym.

Tęsknota za własnym kościołem w Iskrzyni była dawną i ciągle żywą. Kiedy po wojnie mój ojciec Bronisław Węgrzynek został wybrany na sołtysa, postawił sobie miedzy innymi za zadanie aby zadość uczynić tej tęsknocie. Nie było to oczywiście łatwe zadanie, aby po wojennej katastrofie budować nowy kościół. Nadarzyła się jednak okazja aby zakupić kościół.  Taka  myśl  powstała  w głowach wielu Iskrzynian, kiedy Haczowianie opuścili swój dawny, stary kościół i przenieśli swoje nabożeństwa do nowego kościoła. Zakup tego kościoła, okazał się w krótkim czasie nie realny ze względu, tak myślę, niechęć wielu Haczowian i oczywisty sprzeciw władz państwowych, których zadaniem była ochrona zabytków.

Drugim Iskrzyniakiem, który według mnie, odegrał decydującą rolę w budowaniu nowego kościoła był Marian Prugar. Po wybudowaniu nowego domu i po zamieszkaniu w nim oddał swój stary dom oddał parafii. Z domu tego skorzystały Iskrzyńskie dzieci. Ks. proboszcz Jan Wais przeznaczył ten dom na naukę religii dla młodzieży i dzieci ponieważ w tym czasie nauka religii została przez władze szkolne zabroniona.

Kiedy księża nauczający religii pojawiali się regularnie właśnie na tej uczelni powstawała powoli myśl, aby tutaj zaczęto odprawiać msze święte przynajmniej dla ludzi chorych i starszych. Na tę propozycję przystał ks.Proboszcz jednakowoż myśli o tym aby dom ten przemienić na regularną kaplicę otwartą dla wszystkich mieszkańców Iskrzyni właściwie nie dopuszczał bojąc się, iż to może doprowadzić do budowy kościoła i w konsekwencji do powstania nowej parafii w Iskrzyni. Taki obrót sprawy według myśli prałata Waisa wywarłoby niekorzystny wpływ na parafię Krościenko Wyżne jako że kościół w Krościenku Wyżnym budowany był z myślą o Iskrzyni i stąd obecnie nie leży on w środku Krościenka Wyżnego a raczej bliżej Iskrzyni.

W tym czasie kiedy myśl o budowie kościoła w Iskrzyni dojrzewała a nawet ks. Wais powoli do tej myśli dojrzewał, zaprosiłem ks. Waisa i ks. Prałata Zygarowicza do mnie do Szwecji na odwiedziny. Wyznam szczerze iż celem tych odwiedzin, owszem było okazanie mojej głębokiej życzliwości i wdzięczności za wszystko co jako młodszy od nich kapłan otrzymałem, lecz myśl rozmowy o palących sprawach mojej rodzinnej wioski czyli budowie kościoła i jego lokalizacji zdominowała nasze wzajemne rozmowy i dywagacje.

Ks. Zygarowicz był absolutnie po mojej stronie czyli budowa kościoła to sprawa najbliższego czasu, jako że i on zaczął zabiegi o budowę kościoła na Pustynach. Księdzu Waisowi osłodziliśmy jakoś myśl o budowie nowej świątyni w Iskrzyni lecz pytanie: ”Gdzie ona właściwie powinna stać?”

Oto było pytanie! Ostatecznie doszliśmy do wniosku iż Iskrzynia w zestawieniu z sąsiednimi wioskami jest tak terenowo dziwną iż wyznaczony środek mógłby się znaleść poza jej granicami. Tak więc po tych środkowych dywagacjach przeszliśmy do konkretów. Wtedy było nam już wiadome iż istnieją trzy konkretne miejsca pod budowę kościoła: teren, który ofiarowała p. Pani Wawrzkowiczowa, plac koło szkoły i plac ofiarowany przez Mariana i Janinę Prugarów, czyli na Górce.

Plac, który nazywam placem ”Pani Wawrzkowiczowej,” przeszedł jakoś obok naszej trójki. Pozostały: Szkoła i Górka. Ks. Zygarowicz osiągnął swój zasadniczy cel: ”kościół będzie,” dodając tylko jako dobrze znający ks. bp. Tokarczuka: ”Biskup na pewno z radością pobłogosławi budowę nowego kościoła, bo w tym znajduje on szczególną radość.” Dyskusja więc na temat placu skupiła się głównie na księdzu Wajsie i ks. Węgrzynku. Zdanie ks.prałata Wajsa było jasne: ”Kościół powinien być w centrum wioski czyli koło Szkoły.” A moje? Argumentowałem za Górką. Dlaczego? Ze względu na ogromną nieregularność i niespoistość naszej wioski; ze względu na możliwość dojazdu czy to autobusami czy samochodami dla tych najdalej oddalonych od centrum; ze względu na to iż ten plac należy już właściwie do kościoła; a także ze względu na to iż nowy dom państwa Prugarów Mariana i Janiny został już zaplanowany jako przyszła plebania. (Tej myśli nie wyrażałem jednak głośno przed ks. Wajsem).

Sen taty, śmierć taty widok z Iskrzyńskiej

Do tych wyżej opisanych wspomnień pragnę dodać jeszcze następujące, które także w jakimś stopniu mają związek z budową naszego kościoła choć niewątpliwie mają nieco inny charakter. Pewnego ranka, a byłem wtedy na wakacjach w Iskrzyni przy śniadaniu, spostrzegłem iż Tato ma ogromną ochotę powiedzieć coś ogromnie ważnego. I oto jego opowiadanie. ”Dziś w nocy miałem bardzo dziwny sen. Śniła mi się Matka Boska. Zobaczyłem ją, a raczej jej obraz na jabłoni na Górce. Jabłoń ta rośnie pomiędzy domem gdzie dzieci mają naukę religii a starym domem od strony Wisłoka. Nie mogę powiedzieć czy słyszałem jej głos lecz w tym momencie zostałem przekonany iż właśnie tu na tym miejscu musi powstać kościół, bo taka jest wola Matki Bożej.”

Tato opowiadał z takim przejęciem i zapałem iż nie można było podważyć prawdziwości jego słów i wydarzenia. Natychmiast po śniadaniu pobiegł do Mariana, aby mu obwieścić o swoim śnie i oto, o czym mogę świadczyć bo z Panen Marianem rozmawiałem niedługo po tym, Marian przeżył tej samej nocy coś podobnego, może to nie był sen ale obudził się z wewnętrznym przekonaniem, że właśnie tu na miejscu tego owocowego drzewa  musimy  wybudować  kościół.  I jak wiemy tak się stało i kościół nosi imię Matki Bożej Jasnogórskiej. Jak to wiemy, budowy nowych kościołów związane bywają bardzo często właśnie z tego rodzaju zdarzeniami w których odczuć można zarówno obecność jak i wyraźną Wolę Bożą.

Kiedy w roku 1985 przyjechałem na wakacje, a był to sierpień, czas żniw, zastałem moich rodziców przy żniwach. O poświęceniu nowego kościoła już wiedziałem i że zaplanowano dla mnie kazanie w czasie uroczystości także, a od taty dowiedziałem się że on będzie miał mowę powitalną. Zadowolony iż rodzice mają się zdrowo, wyjechałem na parę dni do Zakopanego.

Po powrocie… tak po powrocie, cała moja radość prysła, a rzeczywistość nabrała innych wymiarów. Tato był w szpitalu w Krośnie. Natychmiast zjawiłem się przy jego łożu boleści. Rozpoznanie choroby było jasne. Rak zaatakował cały organizm. Zabiegi niczego nie zmienią. Tak więc Tato świadomy swej sytuacji czekał na zbliżającą się śmierć. Jedynym i gorącym jego pragnieniem w tej chwili było aby opuścić szpital  i  umrzeć  w  domu  pod  gruszą.  Kiedy  wraz  z Mamą i rodzeństwem przyjechaliśmy do szpitala, aby wypełnić jego życzenie okazało się, iż śmierć stanęła na przeszkodzie. Byłem przy nim, a raczej z nim do ostatniej chwili. Ponieważ otrzymał namaszczenie olejem świętym odmówiliśmy wspólnie modlitwę pańską Ojcze nasz, Pozdrowienie Anielskie, Zdrowaś Mario, udzieliłem mu ostatniego rozgrzeszenia i stwierdziłem iż zasnął w Panu.

W czasie pobytu taty w szpitalu trwały gorączkowe przygotowania do uroczystości poświęcenia nowego kościoła. Tato zmarł w czwartek wieczorem, zachodziła zatem kwestia pogrzebu. Dla ks. Prałata Wajsa było rzeczą jasną, iż pogrzeb odbędzie się w kościele parafialnym na Krościenku Wyżnym, lecz dla mnie rzeczą bardziej jak oczywistą było, aby pogrzeb Taty odbył się w naszym, a zwłaszcza jego nowym kościele. I tak się też stało. Pierwszą mszą świętą w naszym kościele była msza święta pogrzebowa, a pierwszą czynnością liturgiczną pogrzeb. Moją modlitwą w cza- sie poświęcenia kościoła stało się pytanie skierowane do samego Boga: ” Panie Boże, dlaczego nie dozwoliłeś mojemu ojcu Bronisławowi przeżyć tej wspaniałej uroczystości poświęcenia naszego nowego kościoła? Dlaczego? Czy aby potrzebowałeś go tam w niebie, aby zawiadomił wszystkich Iskrzyniaków o tym wielkim zwycięstwie naszej wioski i aby tam wraz z wszystkimi zbawionymi śpiewał Te Deum laudamus – Ciebie Boga wychwalamy, za ten wspaniały dar: NASZ NOWY KOŚCIÓŁ.

Jest takie jedno miejsce w Naszej Małęj Ojczyżnie, z którego widać aż 10 kościołów – to Góra Iskrzyńska, a w pośrodku tego rozległego terenu otoczonego pięknymi i różnorodnymi kościołami, wznosi się nasz skromny Iskrzyński na Górce.

Karlskrona Szwecja 2010.05.31