Parafia Iskrzynia

Kronika budowy kościoła

Blaski i cienie budowy Kościoła w Iskrzyni

     Wstęp od Kronikarza

     Dość długo zastanawiałem się czy przystąpić do pisania coś w rodzaju Kroniki z prowadzonej budowy Kościoła w naszej wiosce, tj. miejscowości Iskrzynia. Ilekroć bowiem przystępowałem do rozpoczęcia pisania opadały mi ręce, uważając, że nie podołam w należyty sposób oddać obiektywną prawdę dla historii związanej z budową kościoła w Iskrzyni. Jestem przecież młodym człowiekiem, od urodzenia mieszkańcem tej wioski, więc trudno mi było odmówić Komitetowi Budowy wykonanie tej mozolnej pracy. Nic więc dziwnego, że na skutek presji ze strony Komitetu uległem i szczerze zabrałem się do zbierania materiałów historycznych przeprowadzając wiele wywiadów z najstarszymi mieszkańcami naszej wioski. Wywiady były różne, ale z niektórych wynika, że gdzieś dawno, przed trzema a może czterema wiekami w Iskrzyni był drewniany kościółek w rejonie krzyżówki na Haczów. Był też ponoć w tym rejonie cmentarz i być może jest to prawdą, gdyż jak sobie przypominam – kiedyś w młodzieńczych moich latach – opowiadał mi mój ojciec Paweł, że będąc młodym chłopakiem, kopał fundamenty pod budynek mieszkalny dla Wojciecha Węgrzynka z Krzyżówek i w czasie kopania natknięto się na szczątki kości ludzkich. Być może, że były to ślady przebytych wojen, a być może, że był to teren cmentarny. Pragnąłem rozstrzygnąć tę zagadkę, lecz definitywne jej odgadnięcie nie udało się, nie znalazłem żadnych innych dowodów.

     Kościół ów, o którym wyżej pisałem, został ponoć spalony w czasie działań potopu szwedzkiego.

     Drogi czytelniku! Wybacz mi styl i nieporadność w doborze słów, nie jestem bowiem w tej mierze żadnym fachowcem, bo to co piszę i zamierzam, jeśli Pan Bóg pozwoli, doprowadzić do końca, jest przecież moją pierwszą tego rodzaju pracą. Na pewno nie będzie to po fachowemu, ale stanowić będzie kawałek historii dla przyszłych pokoleń. Przecież rozpoczęcie budowy Domu Bożego mieszkańcy wioski przeżywali, a jakie były początki i dalsze losy budowy świątyni postaram się opisać w następnych rozdziałach.

Rozdział I

     Zamierzenia i początki budowy.

     Był rok 1907 – zaczęto myśleć w parafii Krościenko Wyżne, do której należała nasza wioska, o budowie nowego Kościoła, gdyż istniejący w tym czasie modrzewiowy kościół położony nad Wisłokiem, obok istniejącej obecnie szkoły, wymagał remontu i był za mały dla parafii składającej się z trzech wsi, a to: Iskrzyni, Pustyn i Krościenka Wyżnego.

     Wtedy to, mając na uwadze konieczność uczestniczenia w kosztach budowy Kościoła Parafialnego – ówcześni mieszkańcy wsi Iskrzynia zaczęli dość intensywnie myśleć o  budowie  kościoła  w  Iskrzyni.  Przeprowadzono  rozmowy z hrabią z Komborni, który jako fundator zobowiązał się dać wszystko drzewo na kościół oraz w części sfinansować jego budowę. Proboszczem parafii był wtedy ks. Wincenty  Telega,  który  wskutek donosów nielicznych mieszkańców Iskrzyni, a wypadałoby ich nazwać czarnymi owcami, nie dopuścił do oderwania się Iskrzyni od parafii Krościenko Wyżne i tym samym zrealizowanie założonego planu budowy kościoła.

     Mijały lata – rozpoczęty nowy kościół w Krościenku Wyżnym został wybudowany, przeszła przez nas jedna i druga zawierucha wojenna. W tych trudnych i tragicznych czasach, jakkolwiek ludzie nie zapominali o Bogu, trudno było myśleć o budowie Domu Bożego.

     Nadszedł rok 1945 – koniec II wojny światowej, ale trudności były ogromne, około 30% budynków we wsi spłonęło, najwięcej w rejonie szkoły, od nr 17 do 42. Rozpoczęto szybko budowę nowych, już w 1946 roku pierwsi pogorzelcy zamieszkali w swoich domach. Nadszedł rok 1948 – wszystkie domy w Iskrzyni zostały odbudowane. Funkcję sołtysa wsi pełnił Bronisław Węgrzynek. Ten mając wiadomość, że w miejscowości Jasień, powiat Ustrzyki Dolne, jest do sprzedania nowo wybudowana modrzewiowa cerkiew – zwołał więc w okresie letnim w 1948 roku zebranie w sprawie budowy kościoła w Iskrzyni. W zebraniu wzięło udział 300- tu mieszkańców. Z wielką niecierpliwością i w wielkiej gorączce ludzie oczekiwali jaki obrót weźmie sprawa budowy Domu Bożego. Plac pod budowę zobowiązała się oddać Aniela Wawrzkowicz, w miejscu gdzie znajduje się obecnie szkoła. 

     Przeprowadzono  głosowanie – czy  mieszkańcy  zgadzają się na wykup cerkwi i wybudowanie jej na wspomnianym placu. Wszyscy jednogłośnie opowiedzieli się za budową.  Wybrano  więc  dwóch  delegatów,  by  pojechali  do  Ustrzyk  Dolnych i załatwili wykup cerkwi. Wybranymi delegatami byli: Bronisław Węgrzynek i Sta- nisław  Kielar.  Nad  naszą niewielką wioskę jak gdyby zaświeciło drugie słońce – w sercach mieszkańców roztoczył się blask. Lecz nie trwało to długo, bo oto wysłani delegaci udali się do władz powiatowych w Ustrzykach Dolnych, gdzie dowiedzieli się, że władze zgadzają się na sprzedaż cerkwi ale występują pewne przeszkody nieznane występujące w samej wiosce Jasień. Udali się więc delegaci do Jasienia, by do końca zbadać tę sprawę. 

     Cerkiew istotnie była nowo wybudowana z modrzewia, duża i ładna, lecz służyła jako pomieszczenie magazynowe. Znajdowały się w niej takie materiały jak nawozy sztuczne, cement, pasze i inne. Ponadto mieszkańcy wioski oświadczyli, że nie zgadzają się na sprzedaż, tłumacząc, że po wybudowaniu pomieszczeń magazynowych, uruchomią cerkiew na kościół, gdyż mają daleko do kościoła parafialnego w Ustrzykach Dolnych. Z niczym więc a tylko ze smutkiem wrócili delegaci do wioski a z nimi i wiadomościami, jakie przywieźli, ciemne chmury i go- rycz w serach mieszkańców.

     Wprawdzie, na zebraniach zaczęto jeszcze dyskutować o przeniesieniu do Iskrzyni starego kościoła z Haczowa, lecz po uzyskaniu informacji dowiedziano się, że ten kościół jest zabytkowy i będzie remontowany ze środków państwowych. Próbowano jeszcze dyskutować, czy nie przystąpić do budowy nowego kościoła, lecz wersja ta upadła ze względu na zubożałość mieszkańców.

     Mijały lata i z biegiem czasu nauka religii został usunięta ze szkół. Dzieci musiały więc uczyć się katechezy w prywatnych domach. Pierwszy taki punkt katechetyczny zorganizowano w budynku Emilii Frydrych, gdzie dzieci uczyły się cztery a może pięć lat. Następny u Pawła Prugara – gdzie uczono katechezy przez trzy lata. Potem wydzierżawiono lokal u Anieli Rymarz z domu Liput, w tym ostatnim dzieci uczyły się najdłużej, bo chyba z siedem lat.

     W 1977 roku do parafii, mam na myśli, Krościenko Wyżne, skierowano dwóch księży katechetów: Czesława Bednarza i Kazimierza Florka. W pierwszych dwóch latach naukę religii prowadził ks. Czesław Bednarz. Za jego to staraniem, mając na uwadze, że lokal u Anieli Rymarz jest za mały, zorganizowano punkt katechetyczny w budynku mieszkalno – gospodarczym u Mariana Prugara, gdzie nauczano katechezy od 1978 roku do kwietnia 1983 roku. W tym to budynku, ponieważ był pusty wyburzono ścianę działową i z dwóch pomieszczeń stworzono jedno – ładne i przestronne. Wszelkie prace związane z rozburzeniem ścian wykonał własnym staraniem i kosztem Marian Prugar, któremu obiecano, ze jak powiększy się pomieszczenie na punkt katechetyczny, to będzie w nim odprawiana niedzielna msza święta.

     W 1977 roku rodzice dzieci doprowadzili do punktu gaz, a w 1980 roku wykonano wymianę podłóg i boazerii, ponieważ lokal(punkt katechetyczny) był ładny, przestronny, zaczęto wspominać o Mszy św. dla starszych osób, tym bardziej, że w tym samym roku przyjechał ze Szwecji na urlop ks. Józef Węgrzynek – rodak z Iskrzyni, który jadąc do kościoła parafialnego w Krościenku spotykał po drodze starszych ludzi – mieszkańców Iskrzyni idących na niedzielną mszę do oddalonego 4 km Krościenka. Żal się zrobiło księdzu rodakowi tych starszych ludzi i postanowił, że będzie wszystko robił, aby w Iskrzyni zorganizować kaplicę dojazdową, by w niej można było odprawiać mszę św. dla starszych osób. Po wyjeździe do Szwecji zaprosił więc do siebie księdza prałata Waisa, proboszcza parafii Krościenko Wyżne i księdza prałata Zygarowicza – pracującego w kurii przemyskiej, aby omówić sprawy dotyczące utworzenia w Iskrzyni kaplicy dojazdowej. Wtedy to ks. Węgrzynek zobowiązał się do sfinansowania wykupu starszego budynku i poniesienia kosztów jego modernizacji. Dlatego też ks. Prałat Wais po powrocie do kraju przybył do ojca księdza Węgrzynka, Bronisława Węgrzynka, by zapoznać go z ustaleniami ze Szwecji – powierzając mu równocześnie wyszukanie w terenie jakiegoś pustego budynku do wykupu.

     W potocznej rozmowie ks. prałat proponował by wykupić dom po zmarłej Anieli Wawrzkowicz. Dom ten jednak wymieniona wyżej Aniela, postanowieniem ostatniej swej woli, zapisała Annie Pelczar, która opiekowała się nią w czasie choroby, a ta postanowiła na tym miejscu wybudować wspólnie z siostrzeńcem Michałem nowy dom, który istotnie jest aktualnie w budowie1

     Następną propozycją był wykup budynku po zmarłym nauczycielu Janie Wałtoszu. I ta propozycja okazała się nie do przyjęcia, bo dom po zmarłym nauczycielu położony był na bardzo wąskiej parceli oraz przejęty został przez Skarb Państwa, bowiem nie było po zmarłym żadnych spadkobierców. Ksiądz prałat Jan Wais pozostawił Bronisławowi Węgrzynkowi do załatwienia całą sprawę. Ten wodząc myślami po całej wsi zatrzymał się na budynku Mariana Prugara wydzierżawionym na punkt katechetyczny. Udał się więc pośpiesznie do Mariana Prugara z zapytaniem, czy nie sprzedałby starego budynku, w którym odbywa się nauka religii, na kaplicę. Marian Prugar, mający wcześniej sen, że wśród nocy w jasnościach obłoków zbliża się w kierunku gruszy na jego parceli Serce Jezusa mówiące do niego, że w tym miejscu stanie kościół, bardzo się zmieszał a następnie ucieszył i odpowiedział „ do sprzedania domu nie mam, ale na taki cel oddaję go bezpłatnie”. Wtedy to coraz głośniej zaczęto mówić o koś- ciele w Iskrzyni, a że była to jesień 1980 roku  –  wykopki  i  inne  zbiorowe  prace w polu, wieść migiem rozeszła się po całej okolicy.

     Udali się więc Bronisław Węgrzynek i Marian Prugar do księdza prałata Waisa, naszego proboszcza, by zgłosić, że dom na kaplicę jest i to za darmo, a zarazem poprosić o wyrażenie zgody na zorganizowanie na bazie punktu katechetycznego, niedzielnej mszy św. dla starszych i chorych mieszkańców Iskrzyni.

     Jakkolwiek ksiądz prałat nie był zadowolony, to jednak oświadczył, że w naj- bliższą niedzielę będzie na wizytacji parafialnej w Krościenku Wyżnym ksiądz biskup ordynariusz i zaproponował by wybrać z Iskrzyni 3 delegatów, którzy poprosiliby ks. Biskupa o zgodę na zorganizowanie kaplicy dojazdowej. Bez większego więc rozgłosu delegacja w składzie dwóch wyżej wymienionych i trzeci, któremu dane było opisywać tę historię2, po skończonej mszy św. zagrodziła księdzu biskupowi drogę. Ksiądz prałat asystujący ks. Biskupowi przedstawił delegatów a następnie oświadczyli co ich sprowadza i poprosili o zgodę na zorganizowanie w Iskrzyni kaplicy dojazdowej. Poproszono również ks. Biskupa, by jadąc w drodze do Malinówki( dalsza trasa wizytacji), wstąpił i zobaczył budynek, który pragnie Iskrzynia zamienić w kaplicę dojazdową. Ks. Biskup obiecał,  że  wstąpi  i  poprosił,  aby  czekano  przy  drodze  około  godziny  14.00. W pośpiechu więc wrócono do domu i po szybkim obiedzie, cała trójka oczekiwała przy punkcie katechetycznym na przejazd k. biskupa. Nie trzeba było długo czekać, niebawem samochód ks. Prałata, następnie czarna wołga ks. Biskupa ukazały się na horyzoncie. Podeszliśmy więc do drogi, samochody zatrzymały się, wysiadł ks. Biskup, wysiedli i księża, by zobaczyć pomieszczenie, w którym miała się w najbliższym czasie spełniać Najświętsza Ofiara – Ofiara Mszy Świętej. Pomieszczenie było obszerne, dość schludnie utrzymane, bez większego więc wahania, ks. Biskup zgodził się, polecając ks. Prałatowi zorganizować kaplicę dojazdową.

     Od odjazdu ks. Biskupa upłynęło chyba trzy niedziele, w między czasie ks. Prałat kazał przygotować ołtarz, podwyższenie pod ołtarz i coś w rodzaju konfesjonału, by starsi ludzie w bocznym, oddzielnym pomieszczeniu mogli korzystać z sakramentu pokuty. Wszelkie te prace wykonywane były po cichu, gdyż uruchomienie kaplicy nie było zgłoszone u władz świeckich. Prace te jednak zostały wykonane dość szybko i w dniu 10 października 1980 roku Marian Prugar udał się do księdza prałata, by zameldować o wykonaniu i omówić termin pierwszej Mszy św. Wtedy to ks. Prałat ustalił, że pierwsza msza św. odbędzie się o godz. 15.00 w dniu 10 października, nie kazał tylko za dużo rozgłaszać, by władze nie sparaliżowały całego zamierzenia, kazał zaś powiadomić kilkanaście starszych osób. Tę pierwszą Mszę św. odprawił osobiście w dniu 19 października 1980 roku.

     Z niedzieli na niedzielę coraz to więcej ludzi korzystało ze Mszy św. odprawianej w kaplicy. Przychodzili starsi, młodzi, niemal wszyscy, nic więc dziwnego, że w niedługim czasie istniejąca kaplica była za mała, ludzie nie mieścili się i zaczęto myśleć o budowie Domu Bożego, bądź o poszerzeniu istniejącej kaplicy.

     Początkiem 1981 roku wystąpiono do księdza biskupa z pisemnym podziękowaniem  za  zgodę  na  zorganizowanie  kaplicy,   prosząc  równocześnie o możliwość spotkania. Termin spotkania wyznaczył ks. Biskup na 18 lutego 1981 roku w Miejscu Piastowym.  W  między  czasie  zwołano  zebranie  mieszkańców w celu ustalenia, czy społeczeństwo chce budować kościół i czy będzie finansować jego budowę. W wyniku dyskusji wszyscy wypowiedzieli się za budową kościoła. Wybrano więc Komitet Budowy Kościoła, w skład którego weszli: Bronisław Węgrzynek, Marian Prugar, Andrzej Lorenc, Tadeusz Frydrych, Adam Omachel, Ludwik Zarych, Józef Rawrysz, Edward Rysz, Jan Inglot, Czesław Kielar, Bronislaw Błaż, Jan Szajna, Józef Folta, Antoni Pojnar, Andrzej Habrat, Stanisław Kielar, Jan Józefczyk, Stanisław Lorens, Jan Frydrych, Kazimierz Ślączka, Stanisław Kasprzyk, Edward Inglot, Tadeusz Pelczar, Józef Lorens, Stanisław  Pigoń,   Edward  Surmacz,  Józef  Rysz, Edward Boczar, Marian Cynkar. Z wymienionego składu wybrano zarząd, w skład którego weszli:

  1. Adam Omachel – przewodniczący,

  2. Andrzej Lorens – zastępca przewodniczącego,

  3. Ludwik Zarych – zastępca przewodniczącego,

  4. Bronisław Węgrzynek – sekretarz,

  5. Tadeusz Frydrych – sekretarz,

  6. Marian Prugar – skarbnik

Komitet niezależnie od działań związanych z wykonywaniem przybudówki – prowadził działania dotyczące budowy Kościoła. Zebrał od wszystkich mieszkańców deklaracje, ile zamierzają ofiarować na budowę Kościoła. Deklarowane podliczone kwoty sięgnęły sumy ponad 800 000 zł. Jak na owe czasy i obowiązujące ceny, kiedy koszt jednej cegły wynosił 1 zł, była to istotnie dość pokaźna kwota.

     W celu gromadzenia materiałów, ogłoszono więc, że po każdej Mszy Świętej odprawianej w niedziele – dwóch przedstawicieli Komitetu będą inkasowali zadeklarowane kwoty. Ponieważ forma ta nie bardzo się sprawdzała, podzielono przeto wieś na 9 rejonów, wybierając na każdy rejon dwóch delegatów, zobowiązując ich do zebrania zadeklarowanych kwot. Nowo przybrana forma sprawdziła się pomyślnie. Już w miesiącu marcu Komitet dysponował sumą przeszło 500 00 złotych, które tymczasowo zabezpieczył na książeczce oszczędnościowej. W celu efektywnego i właściwego wydatkowania zebranych złotówek,  skrzętnie  załatwiano  cegłę,  którą  zbieraliśmy  chyba  z 5-ciu cegielni, a ponadto trzeba było pracować przy jej produkcji. Część cegły uzyskaliśmy z ce- gielni  w  Bliznem,  część  z  Golcowej koło Domaradza, a pozostałość zakupiono w Bieszczadach i u pana Malinowskiego z Łężan. W miejscowości Jaśliska zakupiono również 60 m3 kloca jodłowego na deski potrzebne do budowy, które przewoziliśmy na tartak w Woli Komborskiej, a następnie zwożono stamtąd gotowe deski. Zakupiono również znaczną część żwiru, 60 ton wapna palonego oraz żelazo na płytę i kamień na podmurówkę.

1 Przypis redakcji: Dom, o którym mowa został wybudowany, jednak nikt w nim nie zamieszkuje. Stanowi własność Michała Pelczara

2 Przypis redakcji: Delegacja w składzie: Bronisław Węgrzynek, Marian Prugar, Tadeusz Frydrych   

Rozdział II

     Szukanie placu budowy

     Ponieważ podstawowe materiały potrzebne do budowy zostały zgromadzone, zaczęto myśleć o placu pod budowę Kościoła. Zwołano więc po niedzielnej Mszy Świętej zebranie wszystkich mieszkańców, na które poproszono również księdza Prałata Waisa naszego proboszcza z Krościenka, by ustalić, w którym miejscu ma być ten Kościół budowany. Na wstępie pan Marian Prugar oświadczył, że oddaje parcelę pod budowę położoną pomiędzy budynkiem gospodarczym a nowym budynkiem mieszkalnym, na której to rosła grusza, o czym pisałem na wstępie. Był to plac bardzo szczupły i może nie bez racji Ksiądz Prałat usilnie odradzał tę lokalizację, proponując równocześnie, by zlokalizować Kościół gdzieś w rejonie szkoły lub nawet dalej. Dyskusja była bardzo ożywiona, w końcu zostało na tym, że w proponowanej przez Księdza Prałata lokalizacji nie miał kto oddać palcu pod budowę, a ponadto proponowane tereny nie były objęte planem zabudowy. 

     Postanowiono więc, by sprowadzić architekta w celu dokonania oględzin palcu ofiarowywanego przez pana Prugara i zdanie się na jego sugestie. Z tą propozycją zgodził się również Ksiądz Prałat. Było to w czasie Wielkiego Postu. W parafii odbywały się rekolekcje święte. Prowadził je Ksiądz z Kurii przemyskiej, którego nazwiska nie pamiętam. W czasie tychże rekolekcji – oczywiście nie w czasie nauk – Ksiądz Prałat poprosił kilku przedstawicieli Komitetu na plebanię, by oglądnęli organy elektryczne, jakie zakupił dla Iskrzyni.

     Ksiądz rekolekcjonista przysłuchując się rozmowie z Księdzem Prałatem, jaką prowadziliśmy na temat budowy Kościoła, a dotyczyła konkretnie wyjazdu do projektanta pana Rząsy z Leska – włączył się do dyskusji wskazując innego projektanta pana inż. Leonarda Reppela z Przemyśla.

     Z powyższym zapoznano Zarząd Komitetu Budowy Kościoła, który wydelegował pana inż. Ludwika Zarycha do tego architekta. Ten nie zwlekając udał się do Przemyśla, by zlecić wymienionemu projektantowi opracowanie kilku wersji Kościoła i dokonania oględzin placu. Nie czekaliśmy długo – architekt ustalił termin przyjazdu na dzień 12 maja 1981 r. żądając podstawienia samochodu. Poproszono więc o samochód pana M. Goneta, który bardzo chętnie się zgodził na tą taksówkarską usługę. Zrobił to zupełnie bezinteresownie. Zarząd poprosił również o przyjazd księdza Prałata. Architekt po przyjeździe na miejsce i zapoz- naniu się z terenem oświadczył, że plac jest absolutnie za szczupły. Jednym z wa- runków zaprojektowania na wspomnianym terenie Kościoła to: wyburzenie istniejącej Kaplicy, a nawet budynku Władysława Pelczara. Następnie zapytał, jaki ten Kościół ma być duży i na ile osób. Z tymi to danymi udał się w drogę powrotną, aby wykonać kilka szkiców planowanego do budowy Kościoła.

     O zajętym stanowisku przez architekta, a w szczególności o potrzebie wyburzania budynków poinformowaliśmy wszystkich mieszkańców. We wsi zawrzało od dyskusji, większość była za tym, by budować mimo wszystko na placu ofiarowywanym przez pana Prugara, inni byli przeciwni zwracając uwagę na koszt wyburzania budynków i przeniesienia budynku dla pana Pelczara, a jeszcze inni przyglądali się z boku. Na domiar złego sąsiad pana Prugara – pan Dębiec Stanisław oświadczył, że nie zgadza się na budowę bez zachowania odpowiedniej przepisowej odległości od granicy. To niemal zupełnie przekreśliło lokalizację Kościoła na placu pana Prugara.

     W międzyczasie architekt przysłał dwie wersje Kościołów, które wg niego pasowałyby do tego terenu i otoczenia. Wywiesiliśmy więc plansze Kościołów na drzwiach Kaplicy, by wszyscy mieszkańcy mogli je oglądnąć, a następnie zwołano zebranie, by uzgodnić, którą wersję się wybiera. Bez większych rozbieżności wybrano makietę obrazującą wybudowany Kościół. Pozostała jednak w dalszym ciągu sprawa szczupłości parceli i konieczność wyburzania budynków.

     Lecz jak we wszystkim jest palec Boży, tak i tu na tym zebraniu pan Prugar oświadczył, że wyraża zgodę i oddaje nieodpłatnie budynek gospodarczy na rozbiórkę,  by  przenieść  go na  parcelę  Pelczara Władysława położoną za szkołą i oddać go do jego użytkowania, zaś budynek Pelczara wyburzyć w celu poszerzenia  placu  budowy.  Udało  się  więc kilku  delegatów  do  pana  Pelczara z zapytaniem, czy wyrazi na to zgodę.  Ten  po  dłuższej  dyskusji  i naradzeniu się z żoną powiedział, że się zgadza pod warunkiem jednak, że sprawa przeniesienia budynku gospodarczego pana Prugara jak również jego koszty nie będą go interesować. Na zebraniu tym przegłosowano, kto jest za tą propozycją. Wobec braku innej parceli pod budowę wszyscy wyrazili zgodę.

   Po zebraniu jednak zaczęto tu i ówdzie szemrać, że zamiast budować Dom Boży, będzie się łożyć koszty i ludzki trud na wyburzanie i przenoszenie budynków. Nie były to dyskusje i szmery bez racji. Występujący kryzys gospodarczy wzmagał się coraz bardziej. Wartość złotówki spadała z dnia na dzień. Zaczęto więc wodząc oczyma po wsi szukać innej parceli pod budowę, by obeszło się bez wyburzania budynków. Pomyślano więc o parceli Władysława Kmonka z Krościenka Wyżnego położonej pomiędzy parcelami M. Goneta i Ksawery Frydrych.

     Wieczór więc Zarząd Komitetu dokonał jej oględzin i pomiaru. Parcela istotnie była ładna i obszerna, mieszcząca się w terenach budowlanych, a jeszcze dla jej poszerzenia pan Gonet zgadzał się na odstąpienie części swojego terenu. Parcelę pod Kościół oferowałem również ja, lecz nie była ona w terenach budowlanych. Postanowiono więc porozmawiać z panem Władysławem Kmonkiem z Krościenka Wyżnego, który oświadczył, że jak Ksiądz Prałat odstąpi dla niego parcelę budowlaną przy drodze przed cmentarzem w Krościenku, to on przekaże wspomnianą parcelę pod Kościół.

     Powędrowałem więc wraz z panem Andrzejem Lorensem do Księdza Prałata, by poprosić Go o dokonanie takiej zamiany. Ksiądz Prałat przyjął nas początkowo bardzo szorstko i ozięble, ale gdy powiedzieliśmy mu o co nam chodzi – zmienił ton i zaczął z nami dyskutować. Zgodził się wprawdzie oddać parcelę budowlaną, lecz nie naprzeciwko cmentarza, a w księżym lesie, obok drogi do Pustyn. Podziękowaliśmy Księdzu Prałatowi i udaliśmy się z tą propozycją z powrotem do pana Kmonka. Ten nie miał ochoty się zgodzić i powiedział, że musi oglądnąć tę parcelę i o zajętym stanowisku nazajutrz da znać panu M. Prugarowi. Że Msze Święte w Iskrzyni odbywały się o godzinie 15-tej, poprosiliśmy więc ludzi, by pozostali po Mszy na zebraniu. Opowiedzieliśmy więc ludziom o tym i popro- siliśmy o dyskusję. Szczególnie mieszkańcy za góry i za Morwawy byli przeciwni przenoszeniu lokalizacji Kościoła poza szkołę, tłumacząc że niewiele będą mieć dalej do Krościenka, Komborni czy Jabłonicy. Zebranie rozeszło się więc na niczym.

     Nie trzeba jednak było długo czekać, bo w poniedziałek pan Kmonk odpowiadając panu Prugarowi na propozycję Księdza Prałata – rozwiał wszelki nadzieje na budowę Kościoła pomiędzy panem Gonetem a Ksawerą Frydrych.

     Wtedy to nie widząc innego wyjścia przyszło nam do głowy, czy nie dobudować Kościoła do budynku mieszkalnego pana Prugara, planując tylko wyburzenie po wybudowaniu Kościoła istniejącą Kaplicę. Myśl ta jak się później okazało – była zbawienną.

     Udałem się więc do jednego z krośnieńskich architektów pana inż. Romana Zajdla z prośbą, by przyjechał na miejsce i ustalił, czy tego rodzaju budowa nie będzie kolidowała z przepisami budowlanymi. Ten po dokonaniu oględzin oświadczył, że zostaną zachowane wszelkie normy prawne. Pouczył nas również, jak mamy załatwiać odstępstwo od planu i gdzie należy za tym chodzić. Powiadomiliśmy więc o powyższym pana Reppela, który zawiesił wykonywanie projektu, prosząc o przyjazd na miejsce. Ten po przyjeździe, wobec braku innej parceli, stanowisko nasze uznał za słuszne i wykonał plan sytuacyjny, który był nam potrzebny do załatwienia spraw związanych z uzyskaniem odstępstwa od planu zabudowy.

   W  międzyczasie,  a  było  to  w  okresie   zimy,   przyjechał   ze   Szwecji  Ksiądz J. Węgrzynek przywożąc dla miejscowej ludności i dla Kurii  dary.  Że  samochody z darami zajechały do Kurii, a tam zostawił dyspozycję, co z tych darów dla Iskrzyni, na odprawionej w Kaplicy Mszy Świętej opowiedział o tym mieszkańcom, prosząc o załatwienie dwóch dostawczych samochodów i wysłanie ich po dary do Przemyśla. Korzystając z tego Komitet wydelegował  pana  Kasprzyka  Stanisława i pana Mariana Prugara z pismem do Księdza Biskupa i wystąpienie do Naczelnika Gminy w Korczynie o odstępstwo  od  planu.  Pismo  takie  wymienieni  otrzymali, a dodatkowo uzyskali zgodę Księdza Biskupa na odprawianie Mszy Świętej w go- dzinach przedpołudniowych, na co Ksiądz prałat uprzednio absolutnie się nie chciał zgodzić.

     Posiadając pismo z Kurii zacząłem usilnie chodzić za odstępstwem, które udało mi się załatwić w stosunkowo krótkim czasie. W międzyczasie architekt opracował projekt techniczny Kościoła, który był potrzebny nie tylko do prowadzenie budowy, ale także i przede wszystkim do uzyskania formalnego pozwolenia na budowę.

     Obok projektu, by uzyskać pozwolenie na budowę, trzeba było przeprowadzić działkę aktem notarialnym z własności  państwa  Prugarów  na  własność  parafii w Krościenku. Na przeprowadzenie takiego aktu musieliśmy uzyskać zgodę z Wy- działu ds. Wyznań Urzędu Wojewódzkiego. Z trudem, ale w dość krótkim czasie zgodę taką otrzymaliśmy. Dokonaliśmy geodezyjny podział parceli. W lipcu 1982 r. sporządzony został akt notarialny, a w sierpniu uzyskaliśmy pozwolenie na budowę.

Rozdział III

     Budowa.

     Do pracy w parafii przyszło 2-ch nowych młodych księży, a to Ks. Czesław Jaworski i Ks. Stanisław Tokarz. Na tego to pierwszego zgodnie z ustaleniami przypadł ciężar budowy Kościoła w Iskrzyni. Pierwszą Mszę Świętą, jaką odprawiał w istniejącej Kaplicy, ofiarował w intencji budowy Kościoła. Wtedy to architekt ukończył projekt techniczny i załączając do niego akt notarialny wystąpiliśmy do Naczelnika Gminy w Korczynie o wydanie pozwolenia na budowę Kościoła. Ksiądz Czesław przy każdym odprawianym nabożeństwie sam się modlił i zachęcał wiernych do modlitwy o Boże błogosławieństwo przy budowie Kościoła. Księdza Czesława przedstawił Komitetowi Ksiądz Prałat, który równocześnie oświadczył, że w jego imieniu Ks. Czesław będzie się opiekował budową. Na zebraniu tym ustalono również termin poświęcenia placu budowy wyznaczając go na dzień 26 sierpnia 1982 r. w święto Matki Boskiej Częstochowskiej.

     Następnie Ks. Czesław udał się do Przemyśla, by poprosić o poświęcenie placu Księdza biskupa. Ksiądz Biskup nie dysponując czasem polecił poświęcić plac Księdzu Prałatowi.

     Teren, na którym niebawem zamierzano rozpocząć budowę, ładnie przystrojono wieńcem uwitym z liścia dębowego, a przy drodze postawiono ogromny dębowy krzyż. Nadszedł upragniony dzień 26 sierpnia 1982 r. – termin poświęcenia placu – dzień piękny pogodny.

     Około godziny 15-tej zebrało się przy Kaplicy miejscowe społeczeństwo. Volkswagenem Golfem zajechał Ksiądz prałat. Narzuciwszy na siebie komżę i stu- łę przystąpił do poświęcenia, pokropił krzyż, a następnie plac. Życząc Bożego szczęścia rozebrał się z szat liturgicznych i odjechał. Mszę po poświęceniu odprawił Ks. Stanisław Tokarz.

     Ksiądz Czesław niemal codziennie przebywał w Iskrzyni, przygotowując się do rozpoczęcia budowy. W ostatniej chwili na zebraniu prowadzonym już przez Księdza zadecydowano, by podpiwniczyć cały Kościół a nie tylko punkt katechetyczny. I ta myśl była zbawienną, bo w tym samym roku na pasterkę weszliśmy z odprawianiem nabożeństw do podziemi budowanego Kościoła. Wieś podzielono na 20 rejonów roboczych, wybrano rejonowych, których zadaniem było utrzymywanie stałego kontaktu z rejonem.

     W dniu 4 września 1982 r. o godzinie 6-tej rano wyznaczone rejony po uprzedniej modlitwie z księdzem przystąpiły do wykonywania wykopów. Najęto koparkę wykopując i przewożąc we właściwe miejsce około 100 m3 ziemi. Roboty przy wykopach trwały 2 tygodnie.

     Następnie przystąpiono do wykonywania belek zbrojeniowych i fundamentów. Pogodny czas sprzyjał budowie. Pod koniec września wyszliśmy z ziemi. Najęci kamieniarze wykonywali podmurówkę, a miejscowi murarze murowali od środka cegłą. Pod koniec października wykończono podmurówkę i przystąpiono do szalowania pod płytę i wykonywania zbrojenia płyty. Zbrojarzy płyty najęto z Targo- wisk.

     W połowie listopada 1982 r. przystąpiono do wykonywania płyty. Czas dalej sprzyjał. Do tygodnia płyta stężała, a następnie zabezpieczono ją przed mrozami słomą.

     Początkiem grudnia rozebrano szalunki i przystąpiono do wykonywania instalacji elektrycznej i prowizorycznej instalacji  gazowej.  Instalację  elektryczną z powierzonego im materiału wykonali nieodpłatnie pan Boczar Edward i pan Zbigniew Filar, zaś gazową Edward Surmacz z Mieczysławem Zygarowiczem. Wykonano również jeszcze w grudniu betonową posadzkę, ślepą podłogę oraz podwyższenie pod ołtarz i organy.

     Jak już wcześniej wspomniałem – pierwsza Msza Święta w nowo budowanym Kościele, to pasterka 25 grudnia 1982 r. Przyszli na nią prawie wszyscy mieszkańcy wsi, dziękując Panu Bogu za dotychczasowe błogosławieństwo przy budowie świątyni.

     W okresie zimy 1983 r. wykonano do dolnych pomieszczeń metalowe okna, które również nieodpłatnie z powierzonego materiału wykonał pan Rysz Edward. Stolarze zaś pod przewodnictwem pana Prugara wykonali nieodpłatnie dębowe drzwi.

     Wszelkimi robotami przy budowie kierował pan Stanisław Lorens, który jak stróż każdemu szukał zajęcia. Nadzór nad całością pełnił również nieodpłatnie inż. Ludwik Zarych.

     Zarząd  wspólnie  z  Księdzem Czesławem opracował plan dalszego działania, w którym założono na 1983 rok wyburzenie istniejącej Kaplicy i wybudowanie Kościoła  pod  dach.  Czy udało  się to  zamierzenie zrealizować w pełni – opiszę w następnym rozdziale.

Rozdział IV

Poświęcenie kamienia węgielnego

Wczesną wiosną pan Prugar zlikwidował prowadzoną przez siebie gospodarkę, wysprzedał inwentarz i zaraz po Wielkanocy przystąpiono do rozbiórki budynku gospodarczego, w którym mieściła się również Kaplica. W ciągu dwóch dni budynek zniknął z terenu. Pozostała tylko część przybudówki nie kolidująca z budową, a stanowiąca podręczny magazyn budowanego Kościoła. Przed świętami – we wielką środę pojechaliśmy z panem Prugarem i A. Omachlem i Ks. Czesławem do Księdza Biskupa, by uzgodnić termin poświęcenia i wmurowania kamienia węgielnego. Ksiądz Biskup przyjął nas bardzo serdecznie i przychylnie – wyznaczając zgodnie z naszą prośbą termin poświęcenia na dzień 26 czerwca 1983 r. godz. 15-tą, obdarowując nas dość znaczną kwotą na budowę.

Że termin do przyjazdu Księdza Biskupa był krótki, rzetelnie zabraliśmy się do pracy. Przystąpiono do wykonywania murów i konstrukcji żelbetonowych. Ludzie z rejonów sumiennie przychodzili do roboty. Robotami w dalszym ciągu kierował pan Stanisław Lorens. Do 26 czerwca wykonano wszelki roboty murarsko-betonowe poza wieżą.

Przed poświęceniem kamienia węgielnego uprzątnięto teren budowy, ubrano drogi i dojście do Kościoła. Gospodarze posiadający konie przygotowali stroje, wybrano delegacje powitalne, a Ksiądz Czesław w przeddzień poświęcenia zorganizował w podziemiach Kościoła spowiedź świętą, z której skorzystali wszyscy mieszkańcy. Poproszono również na uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego księży rodaków z parafii oraz księży pracujących w okolicznych wioskach. Poproszono również wszystkich iskrzyniaków nie mieszkających już w Iskrzyni.

W dniu 26 sierpnia 1983 r. przed godziną 14-tą tłumy miejscowych i zamiejscowych osób oblegały teren budowanego Kościoła.

Księdzu Biskupowi naprzeciwko wyjechali motocykliści i banderia konna, przy drodze oczekiwała na przyjazd orkiestra dęta z Haczowa.

Punktualnie o godzinie 15-tej cykliści piloci dali znać, że Ksiądz Biskup nadjeżdża, następnie ukazała się na horyzoncie Iskrzyńskiej góry banderia konna, dająca właściwy kierunek samochodowi Księdza Biskupa. Dojechali na miejsce, Ksiądz Biskup wysiadł z samochodu, tuż przy jego drzwiach powitała Go chlebem i solą wyznaczona delegacja, orkiestra zagrała marsza i przy jej dźwiękach orszak powitalny poprowadził Księdza Biskupa na miejsce przygotowane do odprawienia Mszy Świętej.

Nastąpiło oficjalne powitanie, najpierw przez dzieci szkolne, następnie młodzież i starsze społeczeństwo – dziękując Ks. Bp. Za przybycie i prosząc o dokonanie poświęcenia kamienia węgielnego i wmurowania aktu erekcyjnego.

Z kolei Ksiądz Biskup przy asyście księży przystąpił do odprawienia koncelebrowanej Mszy Świętej, w czasie której wygłosił kazanie. Poświęcenia i wmurowania kamieni oraz aktu erekcyjnego dokonano w czasie odprawianej Mszy Świętej. Akt erekcyjny odczytał Ksiądz Prałat Wais – proboszcz Krościenka. Cała uroczystość skończyła się około godziny 18-tej, a następnie poproszono Księdza Biskupa i Księży na posiłek. Z kolei cykliści i banderia konna odprowadziła Księdza Biskupa w drogę powrotną. Dzień ten był jednym z najważniejszych dni dla mieszkańców Iskrzyni, tym bardziej, że z tym dniem ksiądz Biskup zezwolił na przytrzymywanie Najświętszego Sakramentu w dolnym Kościele. Tabernakulum na Najświętszy Sakrament wykonał nieodpłatnie pan Adam Omachel – przewodniczący Komitetu.

W kilka dni po uroczystości zlikwidowano przygotowane na poświęcenie podwyższenie pod ołtarz i przystąpiono do dalszej budowy tj. wykonywania więźby dachowej, wieży Kościoła, a następnie deskowania więźby. Roboty te trwały do połowy września 1983 r. Z kolei najęci blacharze, a konkretnie pan St-w Kotłowski ze swoją brygadą przystąpili do krycia Kościoła blachą. Roboty te były jednak bardzo pracochłonne i niebezpieczne. Nic więc dziwnego, że główny majster blacharzy przyrzekł sobie, że jak szczęśliwie pokryje kościół, ufunduje do wnętrz Kościoła figurkę swego patrona – Świętego Stanisława, do którego codziennie się modlił o opatrzność Bożą przy wykonywanej pracy. Trzeba przyznać, że przyrzeczenia dotrzymał. Nie zdążono jednak ze względu na szybką zimę pokryć blachą całego dachu Kościoła. Część dachu i wieży pozostała do pokrycia w 1984 roku.

Robotami ciesielskimi kierował mieszkaniec Iskrzyni pan Stanisław Pigoń wraz z swoją brygadą w składzie: Boczar Edward, Fakadej Tadeusz, Omachel Czesław i pan Żywiec z Krościenka.

Rozdział V

Rok 1984

W 1984 roku wczesną wiosną blacharze przystąpili do wykańczania pokrycia dachu Kościoła oraz jego wieży, społeczeństwo zaś wykonywało roboty kanalizacyjne wokół Kościoła i w Kościele oraz urządzało plac przed Kościołem wykonując chodnik procesyjny. Przygotowano też materiał dla stolarzy na wykonanie boazerii sufitowej oraz wykonano w Kościele centralne ogrzewanie. Z ważniejszych wydarzeń w tym roku to urządzenie po raz pierwszy w budującym się Kościele w okresie Wielkanocy grobu Pańskiego i uroczyste przeżywanie Triduum Paschalnego. Następne wydarzenie to zorganizowanie dla dzieci

I Komunii Świętej. Był to piękny słoneczny majowy dzień – dzień 20 maja 1984 r., kwitnące jabłonie i grusze i rozwijające się drzewa stanowiły jak gdyby naturalną dekorację tej niecodziennej uroczystości odbywającej się po raz pierwszy w naszym Kościele. Nic więc dziwnego, że pół godziny przed planowanym rozpoczęciem, a więc o godzinie 9.30 tłumy ludzi, a wśród nich 20-to osobowa grupka pięknie ubranych dzieci mających po raz pierwszy przyjąć Komunię Świętą na dziedzińcu Kościelnym oczekiwało na rozpoczęcie się uroczystości. Wśród nich krzątał się, dwoił i troił nasz ukochany Ksiądz Czesław. Z kolei przyjechał z Krościenka Wyżnego Ksiądz Prałat. Udając się do zachrystii pochwalił przy dzieciach Pana Boga, a następnie wdziewając na siebie liturgiczne szaty wprowadził dzieci uroczystą procesją do podziemi Kościoła. Nabożeństwo było bardzo rzewne, dzieci i ich rodzice przemawiali, a i Ksiądz Prałat w swoim kazaniu rozrzewnił niemal wszystkich wiernych. Kolejnym wydarzeniem to udzielenie po raz pierwszy w nowo budującym się Kościele Sakramentu Małżeństwa pani Irenie Frydrych i panu Ireneuszowi Lorenc w dniu 26 maja 1984 r. oraz pierwszy chrzest dziecka Małgorzaty i Zbigniewa Kuźnarów w dniu 27 maja 1984 r. Wszystkie te uroczystości społeczeństwo bardzo przeżywało i od tego czasu wszystkie kolejne tego rodzaju uroczystości odbywały się w naszym Kościółku. Poza wymienionymi uroczystościami odbyła się jeszcze jedna ważna uroczystość tj. 25-lecie Kapłaństwa naszego rodaka Księdza J. Węgrzynka pracującego w Szwecji a przybyłego na tą uroczystość do nas. Powoli Kościół nasz dzięki ogromnemu zaangażowaniu naszego Księdza zaczął funkcjonować niemal jak parafia. Nic więc dziwnego, że w jesieni w tej sprawie udaliśmy się do Księdza Biskupa z prośbą o jej utworzenie.

Ksiądz Biskup jak zwykle przyjął nas bardzo przychylnie i serdecznie i obiecał, że jeżeli nie w 1985 r. to na pewno w 1986 r. utworzy nam parafię pozostawiając nam na probostwie naszego ukochanego Księdza Czesława.

Z nastaniem zimy 1984/85 roboty przy Kościele stanęły. Zgromadzono jedynie materiały na wykonywanie metalowych okien i drzwi wejściowych, które to w czasie zimy wykonywał je bardzo starannie i solidnie pan Edward Rysz – mieszkaniec Iskrzyni. Ponadto jesienią 1984 r. miejscowi stolarze wykonali dębowe żebrowanie pod kasetony, a murarze otynkowali wieżę. Zimową porą stolarze, a szczególnie pan Prugar wykonywali kasetony. Wczesną wiosną posiadając już uzgodniony z Księdzem Biskupem termin poświęcenia przystąpiliśmy do tynkowania wnętrz najpierw dolnego, a następnie górnego Kościoła. Stolarze zaś montowali przygotowane zimową porą kasetony oraz wykonywali boazerię sufitową. Kościół, a szczególnie jego wnętrza zaczęły nabierać właściwego wyglądu. Roboty jednak pozostawało wciąż wiele, a czasu do poświęcenia coraz mniej. Społeczeństwo pomimo wszystko chętnie przychodziło do roboty w wyznaczonych przez rejonowych terminach. Najuroczystszy dzień dla miejscowego społeczeństwa, a więc dzień poświęcenia tak długo oczekiwany, był już niemal w zasięgu ręki. Pomyślał więc nasz Ksiądz, by obok należytego przygotowania obiektu, jeszcze należyciej przygotować na tę uroczystość dusze przyszłych parafian. Zaplanował więc odbycie rekolekcji i spowiedzi świętej, a następnie udanie się w pielgrzymkę do Sanktuarium Maryjnego w Częstochowie i przywiezienie stamtąd wiernej kopii Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej patronki naszego Kościoła – zamówionego w okresie zimowym. Koszt jego wykonania sfinansowany został przez mieszkańców i rodaków mieszkających w Chicago.

Rozdział VI

Zakończenie

Że do czasu poświęcenia pozostało zaledwie 25 dni i budowa Domu Bożego zbliża się do końca, czas i mnie przystąpić do zakończenia powierzonej mi na początku budowy niniejszej pracy. Dał dobry Bóg, że dokończyłem ją do końca. Niechaj będzie świadectwem o nas i drogowskazem dla przyszłych pokoleń.

Jak przy każdym działaniu i przy każdej pracy jest początek i koniec, tak też i ja kończę to swoje dzieło. Kończąc jednak pragnę podkreślić z całą mocą, że główny ciężar budowy poniosło miejscowe społeczeństwo, niezależnie od wykonywanej nieodpłatnej robocizny niefachowej, której było około 3000 dniówek, wspomagali budowę finansowo – łożąc znaczne kwoty. Byłbym jednak w wielkim błędzie, gdybym nie wspomniał w tym skróconym bilansie o innych ofiarodawcach a to: Towarzystwie Ratunkowym Kalwarii Pacławskiej w Chicago, rodzinie Lorensów również tam mieszkającej, panu Janczurze, Wulwie Opachu – którzy na apel zamieszczony staraniem J. Lorensa w czasopiśmie pt. Dziennik Związkowy pospieszyli nam z pomocą finansową. Pospieszył nam również z pomocą były rodak, a obecnie mieszkający w Australii pan Franciszek Najbar. Bardzo dużo pomógł nam również Ksiądz Biskup oraz Ksiądz Józef Węgrzynek mieszkający w Szwecji. Pomogli nam również wiele bracia i siostry z Krościenka Wyżnego, którzy na prośbę Księdza Prałata złożyli czterokrotnie na tacę kościelną znaczne ofiary. Pomogli nam również znacznie nasi księża Rodacy: Ksiądz Stępek, Lorens, Kielar. Może wśród ofiarodawców – są inni ofiarodawcy, których nie wymieniłem – niechaj nie mają mi tego za złe. Jeżeli ja mogłem pominąć – Pan Bóg nie zapomni i sowicie wynagrodzi. Kończąc – dziękuję więc Panu Bogu za błogosławieństwo Boże przy budowie oraz za to, że pozwolił mi doprowadzić tę historię do końca.